Sadako
sadako
Zaproszone osoby: 1
Do³±czy³a: 03 Pa¼ 2008 Posty: 8
|
Wys³any: Sro 15 Pa¼, 2008 17:19 DAVE SMEDS Eliksir mi³osny
|
|
|
- Mam list, o który panu chodzi³o, Mr. Turner.
Panna Keyes zatrzyma³a siê przed biurkiem Sidneya i wyci±gnê³a rêkê z arkusikiem papieru, powiewaj±c nim dok³adnie na wysoko¶ci swych pe³nych, fantastycznie proporcjonalnych piersi. Mia³a na sobie jedn± z tych bia³ych biurowych bluzek, które spe³nia³y wymóg skromno¶ci i nie pozwala³y Sidneyowi rozstrzygn±æ, czy w³o¿y³a dzi¶ stanik czy te¿ nie. Czy to, co widzia³, to brodawki czy tylko zmarszczki tkaniny?
Odebra³ list, a ona niezw³ocznie uda³a siê z powrotem do sekretariatu. Albo teraz, albo nigdy, pomy¶la³ i odezwa³ siê, zanim mia³by czas stchórzyæ.
- Panno Keyes?
Zatrzyma³a siê, odwróci³a i unios³a piêkne brwi.
- Czy... czy zechcia³aby pani pój¶æ ze mn± kiedy¶ na kolacjê?
Sidneyowi nagle ca³kiem zasch³o w gardle.
- Nie - odpowiedzia³a zwiê¼le i znik³a w g³êbi korytarza. Sidney siedzia³, postukuj±c paznokciami o blat biurka. Znowu. Tym razem panna Keyes, poprzednio siostra jego najlepszego przyjaciela. Mija ju¿ dziesiêæ miesiêcy bez seksu. O co chodzi, czego mu brakuje? Oczywi¶cie, jest niski. Zgoda, nosi okulary. Prawda, chodzi czasami w niemodnych rzeczach. Z drugiej strony, jest przecie¿ najlepszym ksiêgowym, jakiego firma mia³a kiedykolwiek. Pod³uba³ w nosie i wytar³ palec pod spodem otwartej szuflady biurka. Dlaczego kobiety nie chc± mu daæ szansy?
Tego dnia natrafi³ na og³oszenie, zamieszczone na ostatniej stronie gazety:
DZIÊKI MNIE NIE OPRZE CI SIÊ ¯ADNA KOBIETA
MADAME SOPHIA
Gabinet Madame Sophii znajdowa³ siê po drodze do biura. Gdyby nie to, najprawdopodobniej zignorowa³by og³oszenie. Zapomnia³ o nim ca³kiem, i przypomnia³ sobie dopiero wieczorem, w drodze do domu. Zobaczy³ ma³y neonowy szyld z reklam± wró¿enia z d³oni, przepowiadania przysz³o¶ci, konsultacji astrologicznej oraz pó³ tuzina innych magicznych us³ug. Pod wp³ywem impulsu, w jednej chwili zdecydowa³ skrêciæ z jezdni na wysypany ¿u¿lem parking.
Poczekalnia by³a mroczna i intensywnie pachnia³a kadzid³em. Znajdowa³o siê w niej troje drzwi, a na ka¿dych wisia³y kotary z metalowej gazy w kolorze kasztanowym. Kiedy ¼renice Sidneya przystosowa³y siê po chwili do s³abego o¶wietlenia, podszed³ do lady. Sta³ na niej dzwoneczek, którego u¿y³.
- Wej¶æ! - odezwa³ siê ostry g³os zza jednej z kotar. Niezdecydowanie wszed³ do ma³ej alkowy. Prawie ca³y pokoik zajmowa³ okr±g³y, karciany stó³ nakryty ¶nie¿nobia³ym obrusem, siêgaj±cym a¿ do pod³ogi. Za sto³em siedzia³a szczup³a Cyganka z kruczoczarnymi w³osami przewi±zanymi chust± i splecionymi na blacie sto³u rêkoma. Po jego stronie sto³u sta³o puste, rozk³adane krzes³o.
- Czeka³am na pana. Proszê siadaæ - powiedzia³a uspokajaj±co, a Sidney pos³usznie usiad³. - Proszê mi opowiedzieæ, co pana trapi.
Sidney usi³owa³ nie j±kaæ siê.
- Hm... tak... to jest raczej sprawa osobista. - Ma pan k³opoty z seksem i kobietami. Sidneyowi opad³a szczêka.
- Sk±d... sk±d...?
- Widzia³am ju¿ wielu podobnych do pana - odpowiedzia³a z u¶miechem. - Ale najwa¿niejsze fiest to, ¿e mogê panu pomóc. Nie trzeba nic wiêcej, jak to. - Postawi³a na stole niewielk± buteleczkê. - Proszê to wypiæ, a ka¿da kobieta w zasiêgu pana oddechu bêdzie chcia³a siê z panem przespaæ.
- Eliksir mi³osny? - Sidney palcami wyczuwa³ kontury ¶cianek butelki. Mia³a kszta³t nagiej kobiety i zawiera³a co najwy¿ej jeden ³yk.
- Nie ca³kiem. Prawdziwy eliksir mi³o¶ci by³by znacznie dro¿szy. Ale ten na pewno rozwi±¿e pana bie¿±ce trudno¶ci.
- Jaka jest cena?
- Piêæ dolarów. Je¿eli nie bêdzie skuteczny, zwracam pieni±dze.
- Dlaczego tak tanio?
Madame Sophia znowu siê u¶miechnê³a.
- Moi klienci zawsze przychodz± ponownie.
Sidney mocno ¶ciska³ buteleczkê w zamkniêtej d³oni. Sta³, opieraj±c siê o drzwi sekretariatu. Mie¶ci³ on fotokopiarkê, kilka szaf na dokumenty oraz biurka obs³uguj±cych dzia³ Sidneya czterech sekretarek. Trzy z nich wysz³y w³a¶nie na lunch, pozostawiaj±c pannê Keyes przy komputerze. Sidney wpatrywa³ siê w jej szczup³e nogi widoczne pod bry³± biurka, obliza³ wargi i wychyli³ eliksir jednym haustem.
Sp³yn±³ mu do gard³a jak syrop przeciw kaszlowi, o smaku ni to gorzkim, ni to s³odkim. Odczeka³, ale nie by³o ¿adnej ró¿nicy w jego samopoczuciu. Panna Keyes nie spuszcza³a oczu z linijek zielonkawo fosforyzuj±cych literek. Dla pewno¶ci prze³kn±³ jeszcze raz ¶linê i ruszy³ w stronê jej stanowiska pracy.
Nadzia³ siê na kosz do papierów.
- Och, przepraszam - powiedzia³, czuj±c falê ciep³a na policzkach. Postawi³ kosz i pozbiera³ rozsypane, zmiête arkusze papieru i papierowe chusteczki. Panna Keyes patrzy³a na niego wzrokiem w rodzaju - O, Bo¿e.
Sta³ w miejscu, nie wiedz±c, co dalej i czu³ siê z ka¿dym momentem coraz bardziej g³upio. Zapomnia³ swej wyæwiczonej kwestii. Po kilku chwilach absolutnego braku zainteresowania ze strony sekretarki obróci³ siê, by odej¶æ.
- Czy pan czego¶ potrzebuje, Mr. Turner?
Sidney zatrzyma³ siê. Ton jej g³osu brzmia³ niemal ciep³o. Kiedy napotka³ jej oczy, natychmiast odwzajemni³a spojrzenie. Przysun±³ siê kawa³eczek bli¿ej.
- W³a¶ciwie... panno Keyes...
- Ruth - powiedzia³a. Nachyli³a siê w jego stronê. Nieobecnymi palcami wystuka³a na klawiszach komputera polecenie wpisania danych do pamiêci.
- S³uchaj, Ruth - odezwa³ siê Sidney, ni st±d ni zow±d nagle pewny siebie. - Co by¶ powiedzia³a, gdyby¶my poszli razem na chwilê do toalety?
Nie móg³ uwierzyæ, ¿e naprawdê tak powiedzia³. Przez chwilê by³ pewny, ¿e zaraz dostanie w twarz. Ale Ruth chwyci³a go pod ramiê i skierowa³a w stronê korytarza.
Nie zadali sobie nawet trudu, by sprawdziæ, czy w ubikacji mêskiej nie ma nikogo. Ledwo weszli do kabiny i zamknêli za sob± drzwi, a ju¿ rozpina³a mu zamek b³yskawiczny spodni. Jego kogut wpad³ prosto w jej wyczekuj±c± d³oñ.
- Och, Mr. Turner, czemu mi pan nigdy wcze¶niej nic nie powiedzia³?
Rêce, którymi oplot³a mu wa³, siêga³y ledwo do po³owy jego d³ugo¶ci.
- W zwisie oko³o osiem i pó³ cala - oznajmi³ dumnie - a po trzydziestu sekundach wzwodu - ponad 10 cali. Koniec cz³onka spoczywa³ na koniuszku jêzyka Ruth i pêcznia³ a¿ do górnej granicy mo¿liwo¶ci.
- Nigdy nie marzy³am nawet... - powiedzia³a, a reszty zdania nie da³o siê zrozumieæ, kiedy objê³a go wargami i przesuwa³a jêzykiem wewn±trz ust. Westchn±³.
- Próbowa³em ci powiedzieæ - odpar³. Jej i innym te¿. Teraz wszystkie one bêd± wiedzia³y, my¶la³ uszczê¶liwiony, koncentruj±c siê na dreszczach przyjemno¶ci promieniuj±cych w górê krocza. Obserwowa³ ol¶niony, jak uk³adaj±c usta niczym ryba, Ruth po³yka³a mu koguta cal po calu, a¿ po sam trzon. Wysuwa³a jêzyk, którym zlizywa³a mu ow³osienie ³onowe. Wnêtrze jej gard³a by³o rozpalone, podniebienie mocno przylega³o do przedniej czê¶ci jego organu. Trzyma³a go tak przez dobre dziesiêæ sekund, potem wycofa³a usta, wypuszczaj±c po³yskuj±cego koguta na zewn±trz. Za chwilê ponownie wsunê³a go g³êboko we wnêtrze gard³a, wci±ga³a i wysuwa³a w tê i z powrotem, nie robi±c w ogóle przerwy, a¿ wydawa³o mu siê, ¿e z pewno¶ci± nast±pi fina³.
- Muszê ciê mieæ - powiedzia³a Ruth nagle i posadzi³a go na sedesie. ¦ci±gnê³a majtki, podkasa³a spódnicê i usiad³a na nim okrakiem. By³ ol¶niony najdoskonalsz± piczk±, jak± kiedykolwiek dane mu by³o poznaæ. Wykonywa³a g³adkie, równe suwy w górê i w dó³, a mocne, m³ode, wyæwiczone nogi, stopniowo nabiera³y w³a¶ciwego tempa. Czu³ jak ma³e stru¿ki jej ¶luzu sp³ywaj± mu miêdzy w³osami na j±drach. Porusza³a siê coraz to szybciej, a¿ jej miednica zla³a siê w jedn± zamazan± plamê.
Wytrysk trwa³ niemal w nieskoñczono¶æ, a jej miê¶nie z obu stron delikatnego, br±zowego trójk±ta ³onowego ze znajomo¶ci± rzeczy doi³y z niego ka¿d± ze strug. Wreszcie zadygota³ po raz ostatni, a z oczu pop³ynê³y mu ³zy.
Sca³owywa³a krople z jego policzków, podnios³a siê, wycisnê³a z koguta ostatni± kroplê nasienia i zliza³a j± ze swego palca. Podnios³a majtki z pod³ogi i wcisnê³a mu je do kieszeni spodni.
- Upominek - powiedzia³a z twarz± nadal rozpalon±, w³osami przet³uszczonymi i w nie³adzie. Nigdy nie wygl±da³a piêkniej ni¿ teraz, pomy¶la³ Sidney.
- Wkrótce musimy zrobiæ to znowu - powiedzia³.
- O, tak! - potwierdzi³a ochoczo. - Dzi¶ wieczorem! - Spotkamy siê u mnie? - spyta³ bez tchu.
- Przyjdê na pewno.
Przez resztê popo³udnia Sidney ledwo opanowa³ siê, ¿eby nie tañczyæ na blacie biurka. Pracê od³o¿y³ na bok, rozsiad³ siê w krze¶le i kontemplowa³ g³êbiê gard³a Ruth, w radosnym oczekiwaniu na maj±ce nast±piæ wieczorem atrakcje. U¶miechn±³ siê na my¶l, ¿e to by³ dopiero pocz±tek.
Postanowi³ wyj¶æ z pracy wcze¶nie, gdy¿ w takim stanie umys³u i tak me móg³ pracowaæ. Wsiadaj±c do windy, gwizda³ piosenkê, nie zwracaj±c prawie w ogóle uwagi na bêd±c± ju¿ w windzie nisk±, starsz± pani±, o zasuszonej twarzy. Drzwi zamknê³y siê i poczu³, hak winda ostro¿nie ruszy³a w dó³.
Nagle gwa³townie zatrzyma³a siê. Kiedy Sidney szuka³ przycisku alarmu, stwierdzi³, ¿e to ma³a starsza pani nacisnê³a przycisk „stop".
- No, co pani...
W mgnieniu oka rzuci³a siê na pod³ogê, na suche ko¶ciste kolana, a spodnie Sidneya le¿a³y na pod³odze wokó³ jego kostek. Jego kogut w¶lizn±³ siê prosto w jej wyczekuj±ce usta.
- Co jest? Hej, do¶æ tego!
Ani my¶la³a przestaæ. Nie mia³a te¿ zamiaru dopu¶ciæ go w pobli¿e kasetki z przyciskami do obs³ugi windy. Jak na starsz± pani± dysponowa³a zdumiewaj±c± si³±. Robi³a swoje, wciskaj±c sobie lego cz³onek w g³±b gard³a. Erekcja by³a nieunikniona. Od chwili; gdy wydê³a sztuczn± szczêkê, nie by³o nawet tak ¼le.
Wydawa³o mu siê to nie do wiary. Eliksir! Z pewno¶ci± dzia³a³ nadal.
Uda³o mu siê doj¶æ do fina³u i dopiero wtedy pozwoli³a mu na ucieczkê. Wynurzy³ siê z windy, ona natomiast wk³ada³a w usta sw± protezê. Dwaj mê¿czy¼ni oczekuj±cy w hallu na windê, spogl±dali za nim pora¿eni.
Sidney wyszed³ z budynku. Kiedy mija³ na chodniku kilka kobiet, a one posy³a³y ku niemu u¶miechy, przyspieszy³ kroku. Z ulg± stwierdzi³, ¿e za nim nie id±. Zda³ sobie sprawê, ¿e w ¿adnym razie nie ma mowy o powrocie do domu autobusem. Musia³ i¶æ pieszo, unikaj±c kobiet - przechodniów, a¿ doszed³ do Regency, gdzie uda³o mu siê z³apaæ taksówkê. W koñcu wróci³ do swego mieszkania i w³asnego bezpieczeñstwa.
Wiedzia³ ju¿, ¿e napój mi³osny ma potê¿n± moc. To nie¼le. Korzystny zakup. Tym lepsze rokowania na randkê z Ruth. Na razie bêdzie musia³ po prostu byæ bardzo ostro¿ny w miejscach publicznych, a¿ dzia³anie eliksiru os³abnie.
O siódmej nie móg³ ju¿ d³u¿ej wytrzymaæ oczekiwania na Ruth. Zadzwoni³ do niej.
- Cze¶æ! - powiedzia³ jowialnie. - O której bêdziesz u mnie?
- Proszê pos³uchaæ - powiedzia³a lodowatym tonem. - Nie wiem, co mnie dzi¶ napad³o, ale mi ju¿ przesz³o. Je¶li pan my¶li, ¿e bêdê to znowu robiæ, to ma pan ¼le w g³owie. - Od³o¿y³a s³uchawkê.
Sidney zagryz³ zêby. Dziwka! Widocznie ten jeden raz nie wystarczy³, by j± zdobyæ; konieczny jest bli¿szy kontakt z eliksirem, który jak widaæ nie dzia³a przez telefon. Do licha, musi tylko sam osobi¶cie pojechaæ do niej.
Zamówi³ taksówkê i czekaj±c na ni± z irytacj± chodzi³ po chodniku w tê i z powrotem. Wkrótce taksówka podjecha³a, zatrzymuj±c siê tu¿ za ¶wiat³ami. Widzia³ potê¿ny cieñ kierowcy na przednim siedzeniu. Wsiadaj±c do taksówki warkn±³ adres i zatopi³ siê w milczeniu.
Po przejechaniu kilku przecznic wjechali w w±sk± uliczkê na ty³ach domów. Taksiarz wy³±czy³ silnik.
- Co do diab³a... - zacz±³ Sidney. Ale kierowca ju¿ przemie¶ci³ siê na tylne siedzenie i czo³ga³ w stronê Sidneya. Dopiero teraz, kiedy móg³ przyjrzeæ siê z bliska, zorientowa³ siê, ¿e by³a to kobieta - potê¿na, brzydka kobieta, która zerwa³a z siebie bluzkê, z niego zdar³a spodnie i mocno z³apa³a ustami jego koguta, by potem roz³o¿yæ wokó³ niego swe wielkie cyce.
To szaleñstwo, pomy¶la³ Sidney, widz±c jak jego organ pojawia siê i znika mu z oczu w kanionie miêdzy jej piersiami. Próbowa³ siê wyswobodziæ, ale by³a zbyt masywna. Móg³ tylko próbowaæ wyperswadowaæ jej, by zaniecha³a dosiadania go w pozycji je¼d¼ca. Zgodzi³a siê, aby wypompowa³ siê na jej pier¶ i szyjê, siedz±c przed ni± i pozwalaj±c na to, by ¶ciska³a mu koguta a¿ zwiotcza³ bez si³. Wydosta³ siê z samochodu i sta³ na chwiejnych nogach.
Taksiarka zrobi³a do niego perskie oko i odjecha³a. Zacz±³ zastanawiaæ siê - zak³adaj±c ¿e w ogóle dotrze jako¶ do Ruth, czy bêdzie jeszcze w takiej formie, by j± doceniæ. Z drugiej strony, tylko spektakularne zer¿niêcie jej kolejny raz mog³o zrekompensowaæ mu tych kilka przykrych incydentów. Przy¶pieszy³ kroku.
Zapuka³ zdecydowanie w drzwi Ruth. Us³ysza³, jak zapyta³a:
- Kto tam? - Sidney. Id¼ sobie.
- Chcê z tob± tylko przez chwilê porozmawiaæ. - Odejd¼, bo wezwê gliny.
Sidney z w¶ciek³o¶ci± szarpa³ klamkê drzwi. Do cholery, gdyby tylko otworzy³a na ma³± szparkê i pow±cha³a, by³aby lego.
- S³ysza³e¶ - krzyknê³a. - Idê do telefonu.
Mo¿e dzia³anie eliksiru zanika. Przygryz³ wargê. W³a¶ciwie, nie warto robiæ wielkich scen. Je¿eli dzia³a nadal, bêdzie j± mia³ jutro w biurze. Odst±pi³ od drzwi.
Podczas jego rozmowy z Ruth korytarzem przesz³a sprz±taczka. Obróci³ siê w jej stronê, a kiedy zobaczy³ wyraz jej twarzy, nie móg³ powstrzymaæ g³o¶nego okrzyku.
Zacz±³ biec, ale dopad³a go przy trzecim mieszkaniu. Z³apa³a mocno za ko³nierz, zanim zd±¿y³ siê zorientowaæ wci±gnê³a go do pomieszczenia gospodarczego, zamykaj±c drzm na klucz. Po chwili jego wiert³o wsuwa³o siê i wysuwa³o ze szczup³ego ty³ka, nale¿±cego do której¶ z etnicznych mniejszo¶ci. Zabawia³a siê z nim rado¶nie, plot±c co¶ w jêzyku, którego nawet me rozpoznawa³.
Mia³ pecha, ¿e zaraz po przyj¶ciu do biura natkn±³ siê na szefa. Têgi, starszy pan wbi³ wzrok w Sidneya zza okularów w staromodnej, drucianej oprawce i zmarszczy³ brwi.
- Nie wygl±da pan zbyt dobrze, Turner.
- ¬le spa³em - wymamrota³ i wycofa³ siê do swego zacisznego gabinetu, gdzie ciê¿ko zwali³ siê na krzes³o przy biurku. Buty zalatywa³y zapachem ¶rodka do czyszczenia pod³óg, w³osy opada³y mu na szk³a okularów i bez sprawdzania wiedzia³, ¿e ma podpuchniête oczy. Czy jeszcze ¿y³?
Widocznie tak - skoro odczuwa³, jak posiniaczony kogut bole¶nie ociera siê o tkaninê slipów.
Po ucieczce od sprz±taczki wydosta³ siê z budynku, by z budki telefonicznej wezwaæ taksówkê. By³ zbyt zdezorientowany, ¿eby zauwa¿yæ wyczekuj±ce w pobli¿u trzy prostytutki. Gdy dolecia³ do nich jego zapach, zaraz zaci±gnê³y go do pokoju w motelu. Kiedy uda³o mu siê wydostaæ od nich - i jakim¶ cudem wróciæ do domu - tu¿ przed drzwiami swego mieszkania wpad³ na sw± nie¶mia³± s±siadeczkê. Zaraz wci±gnê³a go do siebie. Gdy mia³a ju¿ dosyæ, przysz³a jej wspó³lokatorka, która z miejsca przyst±pi³a do akcji. Skoñczy³ z ni±, ale s±siadka ju¿ by³a gotowa na wiêcej. Lepiej powiod³o mu siê w drodze do biura, z tym wyj±tkiem, ¿e kiedy szed³ pieszo po schodach z obawy przed jazd± wind±, natkn±³ siê na tê sam± starsz± pani± co wczoraj.
Jego ku*** z pewno¶ci± dozna³ ju¿ trwa³ych uszkodzeñ. Bóg jeden wie, jakie choroby móg³ z³apaæ od tych kurw. A co gorsze, nie czu³ nawet cienia ochoty, by przelecieæ Ruth.
Wypi³ trzy fili¿anki kawy, wzi±³ o³ówek, po³o¿y³ przed sob± notatnik i zmusi³ siê do my¶lenia. W pracy czu³ siê zawsze lepiej. Tu umia³ sobie ze wszystkim poradziæ.
Powiadomi³ recepcjonistkê przez intercom, ¿e nie ma go dla nikogo i natychmiast zadzwoni³ do Madame Sophii.
- Ten eliksir - jak d³ugo on dzia³a? - mówi³ niewyra¼nie.
- Aa, z pewno¶ci± mam przyjemno¶æ z d¿entelmenem, który odwiedzi³ mnie przedwczoraj - powiedzia³a rado¶nie. - Proszê siê nie martwiæ. On dzia³a raz na zawsze.
- Raz na c o?
- Obawiam siê, ¿e jedna dawka zmienia metabolizm organizmu na zawsze. Afrodyzjak przenika na sta³e do potu.
- To okropne. Nie mogê ju¿ d³u¿ej. Odpadnie mi kogut!
- Hmmm, no có¿, jest jedna rzecz, któr± mogê dla pana zrobiæ - powiedzia³a tonem serio. - Proszê przyj¶æ do mnie dzisiaj po pracy.
Sidney nie mia³ ¿adnego wyboru, jak tylko stawiæ czo³a sytuacji. Najchêtniej poszed³by natychmiast, ale wysoce prawdopodobne by³o, ¿e i o tej porze napotka wiele kobiet, wobec czego przekona³ sam siebie, ¿e równie dobrze mo¿e jeszcze popracowaæ do koñca dnia.
W ka¿dym razie nie chcia³ ryzykowaæ. Ale w po³udnie mia³ ju¿ tak pe³ny pêcherz, ¿e d³u¿ej nie móg³ wytrzymaæ i musia³ przemkn±æ przez korytarz do toalety. Jak tylko uda³o mu siê zmusiæ swój nadwerê¿ony instrument, by zrobi³ co trzeba, czmychn±³ z powrotem do swego gabinetu.
Zasta³ w nim ¿onê szefa, która w³a¶nie przysz³a po¿yczyæ o³ówek.
Ze zgroz± patrzy³, jak jej spodnium z po³yskliwej tkaniny zsuwa siê na dywan. Westchn±³, zamkn±³ drzwi i rozpi±³ spodnie. Kiedy opu¶ci³a majtki, zobaczy³ bliznê po operacji wyciêcia macicy, wygolone ³ono i z³oty kolczyk przebijaj±cy szczyt ³echtaczki. Pochyli³a siê i rozwar³a po¶ladki.
*
Sidney opad³ na krzes³o dla go¶ci u Madame Sophii. Nie mia³ si³y mówiæ. Madame spokojnie postawi³a na stole fiolkê. Migota³a w ¶wietle lampy.
- Co to jest? - wymamrota³.
- Antidotum.
- S±dzi³em, wed³ug tego co pani mówi³a, ¿e eliksir dzia³a na zawsze.
- Bo tak jest. Antidotum przeciwdzia³a mu przez okres oko³o tygodnia. Ja te¿ go u¿ywam. W przeciwnym razie to ja sama zdar³abym z pana ubranie.
Sidney siêgn±³ dr¿±c± d³oni± po fiolkê. Kiedy j± odkorkowa³, poczu³ silny aromat.
- To bêdzie kosztowa³o sto dolarów - dorzuci³a Madame Sophia.
Wpatrywa³ siê w ni± ca³kowicie oszo³omiony.
- Mogê jeszcze dodaæ, ¿e tylko ja jedna znam sk³ad chemiczny. ¯adne laboratorium nie jest w stanie go zbadaæ, a wzór nie jest nigdzie zapisany.
Sidney pierwszy raz zauwa¿y³, ¿e pier¶cionki z kamieniami na jej palcach wcale nie by³y sztuczn± bi¿uteri±. Setka na tydzieñ. Do licha.
- Moja oferta jest wa¿na jeszcze tylko przez sze¶ædziesi±t sekund - uzupe³ni³a.
Poczu³ ostry ból koguta. Pomy¶la³ o ma³ej, starszej pani i jej dzi±s³ach, taksówkarce i jej wymionach oraz sprz±taczce i jej lizolu. Na setkê tygodniowo mo¿e sobie pozwoliæ. No i trzeba bêdzie nad tym pomy¶leæ, ¿eby tak rozplanowaæ sprawy w czasie, aby antidotum przestawa³o skutkowaæ ¶ci¶le we w³a¶ciwym momencie i miejscu...
Wyci±gn±³ ksi±¿eczkê czekow±. |
|